To była czysta przyjemność. W domu pani młodej pojawiłem się na godzinę przed przyjazdem Tomka, mieliśmy zatem sporo czasu by na spokojnie sportretować ostatnie chwile basinej wolności ;) Basia nie okazywała zdenerowania ani obecnością fotografa, ani tym, co się miało już wkrótce wydarzyć. Równie przyjemnie było w kościele, ksiądz-luzak w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, mogłem bez skrępowania poruszać się po całym terenie. Na koniec najważniejsze – Basia i Tomek cieszyli się tym dniem, co, mam nadzieję, udało mi się na zdjęciach uchwycić.
Z Basią i Tomkiem spotkałem się jeszcze raz kilka dni później na sesji plenerowej. Relacja z niej już wkrótce. Zapraszam!

























